Turkusowy ganek. Modra veranda. Niebieski ganek

Blog|Eko zycie|Filozfia wiejskiej gospodyni domowej|Nowy Blog|stolarka|Wnętrza

 

Pewnego wiosennego poranka przyśniło mi się, że ganek naszego domu skąpany jest w promieniach porannego słońca a na jego ścianach widzę zielono – niebieską poświatę wody odbijającą się w słońcu. Zdawało się, że ściany i sufit płyną, poruszają się w rytm fal jak podczas przypływów i odpływów w oceanie. Było to uczucie otulenia rozgrzaną morską wodą i bezkresem tego żywiołu a jednocześnie miałam wrażenie, że unoszę się i latam pośród chmur. Byłam trochę w wodzie a trochę w chmurach. Mogłabym więc powiedzieć, że latałam w oceanie i pływałam w niebie. Wszędzie otaczały mnie różne odcienie błękitu, turkusu i wielu innych odcieni mojego ukochanego niebieskiego.
Kilka dni później spytałam Pavla czy zgodziłby się na transformację ganku (którą oczywiście sama wykonam i nie będzie musiał kiwnąć palcem). Zmiana miała być diametralna. Brązowe dotychczas ściany w kolorze spalonego drewna chciałam przemalować na barwę turkusową, podobnie skrzynie ludowe i kredensik. Pavol ufając mi całkowicie zgodził się zanim usłyszał wybrany przeze mnie kolor. Oczywiście niebieski nie zdziwił go choć nawet dla mnie osoby nadużywającej w życiu, ubraniach, tkaninach i wnętrzach tego koloru taka zmiana wydawała się być dość odważna.
Kolor spalonego drewna, który tak kocham jest dość ciemny choć dla mnie ani trochę mroczny. Kojarzy mi się z korą dostojnych, starych drzew. Gdy jednak wiele domów znajomych spłonęło w ostatnich latach, nie zawsze kojarzy mi się pozytywnie. Poza tym zapragnęłam jak w tym śnie aby ganek, który jest usytuowany od strony północno zachodniej tonął w świetle a nie w ciemności.
W moim sercu jak to wiosną jest teraz wiele kwitnienia i słodyczy. Tak bym określiła uczucia, które mi towarzyszą i zapragnęłam aby ganek odzwierciedlał tę słodycz. Poprzednio panował tutaj klimat czarownicy a teraz zbliżam się do bardziej czarownego klimatu.

Poprzedni ganek – kilka zdjęć – miewał różne okresy w swoim życiu. Poniższe zdjęcia pochodząc z 2022r. gdy poza kilkoma niebieskimi plamai (skrzynia, krzesło i ławka), ściany były ciemnobrązowe a cały ganek obrastał bluszcz. Potem było na nim mnóstwo ziół oraz wielki kredens a po drodze było kilka innych etapów przejściowych.

Pavol wyjechał jak co miesiąc w słowackie Tatry aby mierzyć burze, deszcze i analizować klimat w Wysokich Tatrach a ja kilka dni później rzuciłam się w wir prac. Na pierwszy ogień poszedł kredens, który przeniosłam na północną ścianę domu. O tym będzie w innym artykule.
Z pewnego rodzaju nieśmiałością wzięłam maleńki, niemal dziecięcy kredens z domku nad Jaren. Tam dokonałam kilku zmian w aranżacji aby goście nie odczuli zanadto utraty mebla w jadali. Kredensik leciutki jak piórko przeniosłam na ganek.

Ściany przemalowałam na kolor obłędnie jasno turkusowy, ramy ganku na kolor, który po zmieszaniu wyszedł fiołkowo – niezapominajkowy. Trzeciego dnia pomalowałam sufit na blado niebieski, dwie ludowe skrzynie odnowiłam na rożne tonacje niebieskiego. Kredensik chciałam przemalować na czerwony kolor aby pasował do drzwi wejściowych ale wzięło mnie totalnie na monokolir i też go potraktowałam turkusem.
Kolejnego dnia zafarbowałam przezroczyste firanki z pomponikami na turkusowy oczywiście kolor. Podczas farbowania dorzuciłam kilka swoich ubrań. – nie mogłam się powstrzymać.
Przypomniało mi się też, że gdy miałam 16 lat pomalowałam swój pokój – ściany, sufit a nawet framugi okienne i drzwi na ciemno brązowy kolor a chwilę później wrzuciłam do wielkiego kociołka wszystkie swoje ubrania barwiąc je na właśnie brązowy kolor. Od tamtego czasu miałam w swoim życiu okresy mono koloru. To był dwuletni okres brązowy, wcześniej był czarny, potem biały a za białym w wieku 20 lat przyszło uwielbienie kolorów wszelakich. Dziś niezmiennie od chyba 10 lat turkus i niebieski towarzyszą mi na każdym kroku. Nowa wersja ganku jest tego dowodem.
Detal do detalu, kawałek po kawałku zmieniałam swój ganek. Tylko raz spadłam z prowizorycznej drabiny zrobionej ze skrzyni i z zydelka i stwierdzam po raz kolejny, że nie umiem upadać. Na szczęście poza kilkoma otarciami na kolanie i kostce (jak w dzieciństwie gdy biegałam z kuzynami po drzewach ) nic mi się nie stało. Efektem ubocznym upadku na twarde kamienie ganku była dodatkowo rozlana farba. Więcej sprzątania ale to nic, bo unosi mnie jakaś niebiańska siła – chyba ją wzięłam z kolorów, którymi się otaczam.

Zafarbowałam zasłonki na turkusowo a stary kredens przeniosłam jakimś cudem na północną ścianę domu robiąc tam pierwszą drewnianą biblioteczkę z wiecznymi książkami czyli drewnianymi. Tymczasem na ganku brakowało mi kredensu bo jako wielbicielka ludowych kredensów nie mogło i tam go zabraknąć.

Wykorzystując przerwę w zakwaterowaniu gości w domku jak nad jarem, zrobiłam tam przemeblowanie a kredensik malutki wyglądający jak z pokoju małej dziewczynki zabrałam i przeniosłam na ganek. Biały kolor oczywiście zniknął pod warstwą turkusu. Przez kilka dni turkusowe miałam dłonie, ubrania a nawet kot wujek Zorro nosił na sierści plamki niebiańskiego koloru.

Powód dla którego sięgnęłam po kolor niebieski oprócz mojej miłości do niego był też praktyczny. Zamarzyłam sobie, aby więcej motyli i trzmieli przylatywało do mnie gdy siedzę tutaj a jak przeczytałam motyle widzą z daleka kolor niebieski i fioletowy (może dlatego niechcący kilka barw detali wyszło mi w kolorze fiołkowo fioletowym) zwłaszcza jeśli w pobliżu takich ścian znajdują się kwiaty. Trzmiele i bąki same zaczęły się zlatywać a ja tak bardzo pragnęłam aby było ich więcej w moim życiu bo mam wrażenie , że w ostatnich latach ich mniej widuję.
Kolor niebieski to również mój ukłon w stronę kobiet bojkowskich i w ogóle Bojków zamieszkujących tutejsze tereny. Na niebiesko malowane były framugi małych okienek i inne elementy w domu. Często ściany były wapnowane na biało niebieski kolor z tych samych powodów co moje czyli aby odgonić niechciane robaki i muchy, które być może w odcieniach niebieskiego widzą wodę lub niebo i dlatego nie siadają na takich ścianach a przyciągają pożyteczne i nie robiące krzywdy motyle. Wg wielu wierzeń nasi przodkowie wierzyli, że kolor niebieski chroni przed złymi urokami, niechcianą energią a więc i chorobami być może dlatego, że kojarzył się z Niebem, tym co duchowe, ponadczasowe ale też tajemnicze.

Niebieski to też kolor nieba, wody a więc czystości i kojarzy mi się z przepływem energii a jeśli coś przepływa to zmienia transformuje i czyści to co ma być oczyszczone i zostawia miejsce na nowe i taką lekkość w głowie, której każdy z nas w tym przebodźcowanym świecie potrzebuje. Kolor ten jest jasny a turkus umieścił się na palecie gdzieś między zielenią a niebieskim jakby nie umiał się zdecydować czym chciałby zostać czy niebiańskim odcieniem błękitu albo kobaltu a może jednak soczystą zielenią traw i wiosennych liści na drzewach. Sam też chyba nie wie czy pragnie być chłodnym i orzeźwiającym odcieniem wody czy może cieplejszą, otulającą niczym wiosenny las barwą głębokiej zieleni.
Na niebiesko malowane okna, drzwi a nawet całe elewacje drewnianych domów spotykałam na Podlasiu, na Suwalszczyźnie i w wielu innych regionach nie tylko w naszym kraju. Kiedyś kojarzył mi się gł z Cykladami greckimi gdzie białe domy mają niebieskie okna, okiennice i drzwi i stanowi to spójny element tamtejszej architektury, Biały pięknie odbija światło a niebieski chłodzi.

W yodze kolor błękitny przypisywany jest czakrze gardła zaś kobalt, indygo ajnie czyli czakrze trzeciego oka. Nadużywanie w życiu,  w ubraniach i wnętrzach danego koloru może świadczyć o nierównowadze energii danej czakry. Spotkałam się też z przekonaniem w środowiskach niektórych psychologów, że kolor niebieski w nadmiarze wybierają osoby o skłonnościach psychopatycznych wiedząc podświadomie, że ich uspokaja, koi i balansuje. Tyle w teorii. Tymczasem nie zamierzam poddawać samej siebie psychoanalizie koloru i jego wpływu na moją osobowość. Pozostanę natomiast nadal wielbicielką niebieskich odcieni wszelakich. O kolorach i ich właściwościach oraz wpływie na ludzką psychikę oraz różnym znaczeniu w kulturach pisałam już kilka artykułów. Dziś skupiam się na gankowej transformacji.

Pisząc ten tekst przypomniało mi się jednak coś jeszcze. Kilka lat temu odwiedziłam z Pawłem perełką architektoniczną na Podlasiu – cerkiew, która położona jest tuż przy granicy z Białorusią – dosłownie bo kilkadziesiąt metrów od niej. Ta cerkiew jest jedną z najpiękniejszych jakie widziałam kiedykolwiek. Na Podlasiu jest sporo niebieskich cerkwi oraz domów ale ta mnie urzekła. Cała jest turkusowa i  wygląda niczym młoda panna ubrana w suknię uszytą z  pogodnego, słonecznego nieba i kropel wody. Zakochałam się w tym budynku (choć nie chodzi do końca o wymiar sakralny). Nigdy nie byłam w środku ale w minionym roku będąc na Podlasiu ponownie namówiłam Pavla abyśmy tam pojechali.  Nie da się tam jechać po drodze do czegokolwiek i kogokolwiek bo leży na samiutkiej granicy z Białorusią. Pierwszy raz byliśmy tam przed laty, gdy powstawał drut kolczasty dla uchodźców a tym razem nieopodal spadł wojskowy dron i wszędzie wokół było mnóstwo patroli policji i straży granicznej a my niczego nie świadomi jechaliśmy kontemplować przyrodę i architekturę sakralną. Jestem całkowicie zakochana w tym miejscu i energii tam panującej. Koterka –  bo tak nazywa się wioska gdzie pośród bujnej zieleni mieści się ta świątynia jest maleńką wsią z niewielką ilością domów, które powoli (podobnie jak nieliczne gospodarstwa) wystawiane są na sprzedaż. Pewnie z powodu bliskości z niepewną granicą białoruską.
Oto kilka zdjęć, bo miejsce jest magiczne, pełne spokoju i niezwykłości. O Koterce napiszę osobny artykuł bo warta jest dłuższej opowieści.

 

Dopiero po opublikowaniu tych zdjęć, zorientowałam się, że odruchowo (zupełnie nieświadomie) pomalowałam swój ganek podobnie jak ta cerkiew w Koterce do tego stopnia, że „lamówki” drewniane czyli oflisy stanowiące ramy budynku w cerkiewce też są ciemniejsze w barwie niezapominajki czy ciemnego nieba i ja zrobiłam dokładnie to samo mieszając farby a pamiętam, że przez chwilę byłam niezadowolona z tego efektu, bo chciałam inny rodzaj błękitu. Jakieś moje teraz zdziwienie gdy patrzę na wspomnienia z Koterki z minionego roku i widzę nie tylko inspirację ale jakbym podświadomie chciała skopiować tamten obraz, klimat, wspomnienie.

Być może spełniając swoje maleńkie marzenie turkusowego ganku chciałam ożenić trochę Podlasie i Bieszczady i sprawić, że uczucie, które mi towarzyszy gdy obcuję z tymi odcieniami uda mi się choć odrobinę przenieść na to miejsce, które wita i żegna naszych gości. Chcę aby dosłownie i w przenośni poczuli się oni jak w niebie bo jako w niebie tak i na ziemi jak często powtarzam sama sobie i naszym zwierzakom.

A tak wygląda ganek po zmianach za dnia.

 

Nocą zaś miejsce witające gości i nas samych wygląda tak

Podoba mi się efekt końcowy. Najchętniej postawiłabym tutaj stary, kuchenny stół ludowy z szufladką ale chwilowo takiego nie mam. Jeśli zdobędę taki skarb to pewnie tutaj się znajdzie, tymczasem stoi tu stolik, którego blat zrobiłam jesienią minionego roku z desek pochodzących z palet.

Minął tydzień od zakończenia moich prac gankowych a ja postanowiłam wzbogacić ściany pracami niezwykłej artystki Martyny Kowalskiej. https://mkowalska.art/pl/i/O-mnie/8

Tym razem wybrałam dwie reprodukcje z cyklu Slavic Folk.Pierwszy to „w Twoje imię kładę chleb i sól” a drugi to „Marysieńka” przedstawiona na obrazie z krową i jak pisze na swojej stronie Martyna cyt:” go romantyzować nadmiernie, to uważam, że winien znaleźć swoje przedstawienie na obrazie. Marysieńka to więc opowieść o dziewczynie z ludu, opiekującej się gospodarskimi zwierzętami (symbolizowane przez krowę na obrazie), które to zwierzęta otaczane powinny być uwagą i troską – dzięki nim można było przetrwać.”

Jakieś było moje zdziwienie gdy pojechałam do Lutowisk po odbiór paczek a tutaj oprócz zamówionych pięknych reprodukcji i zakładek do książek dostałam z jeszcze przepiękne reprodukcje Fridy Kahlo, którą bardzo lubię (oczywiście autorstwa Martyny) z odręcznie pisaną karteczką, iż to prezent, który może pasować do mojego niebieskiego ganku. Z całego serca Martynko dziękuję za Twoją hojność.
Tym sposobem zyskałam kolejne piękne obrazy niezwykłych kobiet, które cenię.
Myślę jeszcze o tym aby ramy drzwi udekorować motywami wzorów kwiatowych, ludowych, które będą powtarzalne i bardzo kolorowe. Jeszcze nie zdecydowałam.

Mój ganek żyje, codziennie wylegują się na nim koty. Rattanowy uszak został wybrany przez wujka Zorro, płaska drewniana skrzynia posagowa lubiana jest przez Ponużkę a kolejny fotelik zmienia swoich sympatyków. Siadamy tu z Pavlem na południową herbatę a kurierzy zostawiają jak zwykle paczki, w kredensie stoi kilka drewnianych książek a w szufladach zmieściły się praktyczne, podręczne przybory biurowe i ogrodnicze. W tym roku starałam się ogarnąć z większym zaangażowaniem teren wokół domu skupiając się na stronie północno – zachodniej a dzięk nowym nasadzeniom krzewów i bylin, widok z ganku niegdyś na parking stał się milszy i teraz koi a gdy wracam z podróży małych i dużych miło jest z oddali zobaczyć turkusowe zasłonki powiewające na wietrze i ściany, które są jasne, świetliste i zachęcają do wejścia do domu. Oczywiście czerwone drzwi wejściowe nadal chronią, strzegą i dają nam domownikom moc i dobrą energię.

Na koniec zaczęłam się zastanawiać czy w przyszłym roku nie zaaranżować podobnie werand w domkach dla gości aby również wprowadzić niebiański element do ich życia.
Tymczasem zbliżamy się do energii lata. Dziś gdy kończę te słowa, Pavol pokazuje gościom odwiedzającym Bieszczady gwiazdy na niebie a ja siedzę na ganku okryta wełnianym szalem i kończę pisać te słowa, które jednocześnie są dla mnie przypieczętowaniem końca pewnego etapu prac nad gankiem.
Jestem wdzięczna za to, że mogę się tak realizować a dodatkowo nie sądziłam, że w mediach społecznościowych z niewiadomych mi powodów filmik ilustrujący moją pracę spotka się z tak ogromnym zainteresowaniem za co jestem wdzięczna choć tak jak napisałam pod jednym z postów nie robię tego wszystkiego dla poklasku albo aby się pochwalić tylko raczej z czystej radości kreacji i dzielę się tym co uważam, że może być dla kogoś inspiracją a może kogoś ośmielić do małych nawet zmian. Nie oczekuję też pochwał ani oceny czy to co robię jest dobre lub nie bo nie obrażając nikogo znam swoją wartość i wiem co mi się podoba a co nie a kwestie urządzania wnętrz czy poczucia piękna to rzecz gustu i każdy z nas ma inne wyczucie smaku, preferencje kolorystyczne i estetyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy miły głos czy zainteresowanie wyrażone wobec mojej szeroko pojętej twórczości jest dla mnie miłe i sprawia, że dzielenie się nią z szerszą publicznością wydaje się tym bardziej uzasadnione.
Cieszą mnie też prywatne wiadomości jakie otrzymuję związane z moimi działaniami oraz pisanymi tekstami piosenek, które wielokrotnie jak docierają do mnie głosy wzruszają, poruszają i powodują wiele emocji. O piosenkach napiszę innym razem.

Tak bardzo cieszyłam się z zakończenia prac jak i efektu końcowego, że przed gankiem nagrałam swoje zajęcia yogi (do nauki – projekt w toku). Była to jednocześnie celebracja i radość moja okazana mnie samej i naszemu domowi, który coraz bardziej kocham z roku na rok i zwyczajnie doceniam, że go mam. .

Tymczasem życzę miłości i radości. Malujmy świat tak jak lubimy i przede wszystkim używajmy do kolorowania tego obrazu zwanego życiem takich barw jakich sami zapragniemy jakie w duszy nam graja. Wymyślajmy też swoje barwy pozornie nieistniejące bo BOgactwo kolorów jest dla mnie niemal nieskończone.

 

 

p.s. tutaj link do felietonu o podobnej tematyce https://www.bosonoga.pl/kraina-kolorowych-drzwi-symbolika-drzwi-wejsciowych-do-domu/

 

Bosonoga
Edzia
Dwernik 8 czerwca 2026r., Bieszczady

Udostępnij artykuł na:

Poprzedni wpis
Zobacz siebie w nich. Piosenka i rozważania