Okno marzeń – krok do Kupalnocki

Blog|Eko zycie|Filozfia wiejskiej gospodyni domowej|Nowy Blog|Ogrody|stolarka|Terapeutka Gaja|Wnętrza

W przypływie weny twórczej ale jednocześnie nieco ze stresu, że to już tylko 10 dni pozostało do Nocy Kupały, rzuciłam się w wir pracy. Oczywiście nikt mnie do tego nie zmusza i właściwie wystarczyłoby, gdybym pojawiła się na miejscu wydarzenia z głową pełną pomysłów i przeprowadziła warsztaty z wicia wianków i obrzędowości z tym związanych. Niestety a może stety w moim przypadku to niemożliwe i zawsze potrzebuję coś stworzyć aby miejsce stało się bardziej niezwykłe i przytulne. Oczywiście przyroda sama w sobie jest tak niezwykła i doskonała, że nie trzeba jej upiększać ale powiedzmy, że odczuwam często potrzebę udomawiania się w niej i zagnieżdżania.

Tym samym dziś zrobiłam coś o czym myślałam już od wielu lat. Jest to niewielka instalacja – okno. Kiedyś to okno mieszkało po sąsiedzku w domu, który już nie istnieje w swojej pierwotnej formie. Zostało wyrzucone ale ja chętnie je przejęłam od sąsiada. Czekało u mnie jakieś pięć lat a może więcej. Dziś postanowiłam w końcu dać mu nowe życie. Wyciągając je z podwórka gospodarczego niestety dolna krawędź odpadła – była już zmurszała a wraz z nią szyba, która wysunęła się na ziemię i potłukła. Miałam wziąć drugą szybę pełną, ale po chwili dotarło do mnie , że dzięki temu wypadkowi mam większość pracy za sobą. Górna część okna stanie się właściwym oknem a dolna będzie nogami, które podtrzymają całą instalację. Oczyściłam starą farbę, wzmocniłam szyby i przykleiłam dodatkowe listewki i zrobiłam szprosy. Wahałam się czy pomalować okno na niebiesko czy na czerwono. Wygrał kolor czerwony, ponieważ to przecież Święto miłości.

Zamontowałam reling, na którym powiesiłam zasłonki zrobione z obrusu. Zasłonka rozpruta na pół stała się dla mnie przez chwilę symbolem rozsypującego się niekiedy życia, związku, relacji, czegoś co pozornie nie ma szans się poskładać ale gdy zasłoniłam zasłonki – połączyły się razem w jeden, spójny wzór dając nadzieję. Taka to metafora życia mi przyszła.

Koronkową zazdrostkę powiesiłam na górze.

Na koniec zostało dekorowanie parapetów. Na próbę kilka imbryków emaliowanych – oczywiście czerwonych i świeżo zerwane kwiaty z ogrodu – akurat zakwitła piękna azalia.

Teraz czas na moją celebrację zakończenia prac. Co to dla mnie oznacza? To, że zakładam sukienkę, wianek (dziś kolory Kupalnocki i moje mocne słowiańskiej czerwienie), przygotowuję sobie napar ziołowy, siadam nieopodal i chwilę kontempluję swoją pracę podziwiając przyrodę tuż za okienkiem. A żeby celebracji stało się zadość, nakręciłam film i zrobiłam sobie zdjęcia na pamiątkę tej pięknej chwili. Ponieważ to czerwiec a w czerwcu Perun groźnie mruczy, to jak tylko zakończyłam prace, filmowanie, sesję foto, to gdy dopijałam ostatni łyk naparu, usłyszałam grzmoty burzy w pobliżu. Tym razem to nie było tylko pomrukiwanie i straszenie. Wszyscy (koty również) wiedzieliśmy, że burza lada moment nadejdzie. W tradycjach słowiańskich Perun odpowiedzialny za burze ciska gromami i błyskawicami niczym wściekły mężczyzna ale też mężczyzna pełen witalności i niesamowitej energii, błyskawice, które docierają do ziemi, rozgrzewają Boginię Mokosz (matkę Ziemię) i tutaj rozgrywa się niezwykły akt miłości zakończony ulewnym deszczem :-). To jest moc miłości i moc kreacji bo dzięki tym deszczom, Mokosz będzie nawilżona i pozwoli roślinom wzrastać i wznosić się ku niebu, rozkwitać i żywić kolejnych.

 

Ta niepozorna instalacja, która nie jest użytkowa ani być może nad wyraz piękna ani idealna jest moim oknem marzeń. Chcę nim powiedzieć samej sobie i Wam wszystkim, że każdy z nas może mieć takie okienko, przez które wyglądając widzimy świat jakiego pragniemy, jaki sobie wymarzymy. Wierzę całą sobą, że tak właśnie jest w naszym życiu. Ten parapet, na którym stoją ładne przedmioty i świeże kwiaty przypominać ma o pięknie wewnątrz nas ale i o przemijaniu bo te zerwane kwiaty w końcu zwiędną jak i nasze ciała. Zasłonki w oknie pozwalają skryć się wtedy gdy nie mamy ochoty spotykać innych ludzi. Szyba w oknie służy temu samemu – aby stawiać granice i oddzielać się od tych, od których chcemy się oddzielić. Nic na siłę. Z drugiej strony okna stoi świecznik, który zapalony ma przyciągać zbłąkanych wędrowców – szukających ciepła, domu, czułości. Zapalamy świeczkę tylko wtedy gdy umiemy i chcemy dawać innym i mamy ku temu potrzebne zasoby. Ta sama świeca jest też dla naszych bliskich nie tylko w listopadzie gdy dusze tych co odeszli błąkają się po świecie ale dla tych, którzy nadal żyją i chcemy ich zaprosić do swojego życia póki możemy.

Ja przez to okno widzę teraz Carycę. Połonina Caryńska pokryta jest zielonym dywanem, soczystym i rozkwitającym. Na jej szczycie widzę też siebie ale nie tę zdobywającą szczyty ale tę spoglądającą w dół na siebie, tam w dole w mojej wiosce. Widzę też Dobry Świat ten sam, w który wierzę, że jest i że każdy z nas go tworzy po swojemu.

 

Z miłością i do zobaczenia na Święcie Miłości

tutaj poniżej filmy ilustrujące moje prace

 

 

link do wydarzenia tutaj  https://fb.me/e/5OaxQt8MF

Edzia Bosonoga, 10 czerwca 2026r.

 

Udostępnij artykuł na:

Poprzedni wpis
Turkusowy ganek. Modra veranda. Niebieski ganek
Następny wpis
Okno marzenie